Wybaczcie zaległości, ale z wakacji trzeba korzystać! Zdecydowanie morskie, chłodne powietrze dobrze zrobiło takiemu mieszczuchowi jak ja ;-). Wracamy do zaległości, zakończyła się faza grupowa Pucharu Konfederacji. Z grup wyszły ekipy RPA, Hiszpanii, Brazylii i...USA. Przypomnijmy zaległe spotkania:
Włochy 3-1 USA
Włosi po niemrawej pierwszej połowie, stłamsili kompletnie Amerykanów w drugiej i wbili im trzy bramki. Autorami zawodnicy o nazwisku Rossi- dwie Giuseppe, wspominamy przeze mnie wcześniej,a jedną Daniele De Rossi, pomocnik AS Romy. Amerykanie zdobyli jedną bramkę po strzale z rzutu karnego, Landona Donovana. Jak miało się później okazać, paradoksalnie ta bramka zadecydowała o zajęciu przez tę ekipę drugiego miejsca w grupie B.

Skrót spotkania:
Hiszpania 1-0 Irak
Hiszpanie po niezbyt ciekawym meczu pokonali Irak 1:0. Mistrzowie Azji ograniczyli się do głębokiej defensywy i pokazali jaki jest jedyny sposób na szybko grających Hiszpanów- twarda i zdecydowana gra w obronie. Jedyną bramkę spotkania zdobył David Villa, wykorzystując błąd irackich obrońców i świetnie uderzając głową w prawy róg bramki. Irakijczycy nie byli w stanie odwrócić losów spotkania, a Hiszpanie zapewnili sobie miejsce w półfinałach Pucharu Konfederacji.
MVP:

Skrót spotkania:
RPA 2-0 Nowa Zelandia
Zawodnicy gospodarzy przyszłorocznego mundialu w pełni zrekompensowali swoim kibicom wpadkę z Irakiem. Pewnie pokonali mistrza Oceanii 2:0 po dwóch bramkach Bernarda Parkera i gdyby grali z rozumem i opanowaniem mogliby strzelić kilka bramek więcej. Wspomniany wyżej Parker sam miał kilka szans na podwyzszenie wyniku, ale nie potrafił ich wykorzystać. To zwycięstwo dało RPA drugą pozycję w tabeli.
MVP:

Skrót spotkania:
Brazylia 3-0 USA
Pewne zwycięstwo Canarinhos po naprawdę świetnej grze. W końcu duet Kaka-Robinho zadziałał tak jak powininen. Po bramkach wspomnianego Robinho, a także Felipe Melo i Maicona, Brazylijczycy odnieśli wysokie zwycięstwo. Już po pierwszej połowie, marzenia Amerykanów o dobrym rezultacie prysły niczym bańka mydlana. W 7 minucie świetnie głową uderzył Felipe Melo i topornie grający w ofensywie Amerykanie musieli gonić wynik. Szczególnie liczyli na rzuty rożne, by wypuścić swój największy ofensywny atut: Oguchi Onyewu(192 cm wzrostu). Po jednym z nieudanych rożnych, kontrę wyprowadziła Brazylia. Piłka krążyła kolejno między Kaką, Ramiresem i po świetnym podaniu tego ostatniego, Robinho umieścił piłkę obok Tima Howarda. Po przerwie koszmar USA trwał w najlepsze. Drugą czerwoną kartkę w drugim kolejnym meczu otrzymał reprezentant Stanów Zjednoczonych, tym razem był to Sacha Kljestan. Amerykanin otrzymał czerwoną kartkę w 57 minucie po brutalnym faulu łokciem na jednym z Kanarków. Brazylijczycy odnoszą pewne zwycięstwo, po świetnej grze, którą śmiało można określić brazylijską sambą. Piłkarze trenera Dungi bawili się grą, stwarzali kolejne sytuacje i widać było, iż boiskowe wydarzenia przynoszą im wiele radości.
MVP:
![]()
Skrót spotkania:
Włochy 0-1 Egipt
Egipt górą! Mistrzowie świata upokorzeni!- tak brzmiały nagłówki gazet po tym spotkaniu. Egipcjanie pokazali, iż z afrykańskim futbolem należy się liczyć. Krótkimi, szybkimi podaniami oraz genialną postawą w defensywie nie pozwolili Squadra Azzura rozwinąć skrzydeł. A te w wspomnianym meczu, w ogóle nie istniały. Strzały Quagliarelli blokował Ahmed Said, Rossi błysnął raz, ale jego strzał obronił El Hadary. Wspomniany bramkarz jest dla mnie bohaterem spotkania. Mimo świetnych okazji Iaquinty i Montolivo, bramkarz szwajcarskiego FC Sion nie dał się pokonać i to głównie dzięki niemu Egipt zawdzięcza to zwycięstwo. Po meczu z radości płakał i trener Egipcjan, jak i wszyscy zawodnicy. Taki triumf to nie tylko ważne zwycięstwo, ale i bodziec dla innych afrykańskich reprezentacji. Postawa Egiptu pokazuje, że jeśli czegoś się bardzo chce to można to osiągnąć. Egipcjanie, mimo absencji swojego najlepszego zawodnika, Mohameda Zidana, potrafili wygrać to spotkanie. A Włosi? Bez pomysłu, skutecznie powstrzymywani przez walecznych Egipcjan, nie udowodnili swojej wartości. Może celowo? Przecież nigdy w historii zdobywca Pucharu Konfederacji nie został mistrzem świata...Ale rekordy są po to, by je łamać, co dobitnie pokazuje reprezentacja Hiszpanii...
MVP:

Skrót spotkania:
RPA 0-2 Hiszpania
Tym meczem Hiszpanie ustanowili nowy rekord 16 zwycięstw bez porażki w międzynarodowych spotkaniach. Ostatnim niewygranym meczem był bezbramkowo zremisowany ćwierćfinał przeciwko Włochom na EURO 2008. Później, Hiszpanie wygrywali z takimi tuzami futbolu jak Niemcy, Francja, czy Anglia. 24 czerwca mogą ustanowić nowy rekord, 36 spotkań bez przegranej. A 28 czerwca, najprawdopodobniej w finale z Brazylią, mogą potwierdzić swoją wartość jako najlepsza drużyna na globie. Wtedy, mogą już tylko zacierać ręce w oczekiwaniu na nadchodzący mundial. Wracając do spotkania, gospodarze istnieli w nim tylko przez początkowe minuty pierwszej połowy, później nieco przemęczone trybiki hiszpańskiej maszyny ruszyły i na boisku istniała tylko jedna drużyna. Znowu pojawiła się ogromna dominacja w środku pola, co skutkowało sytuacjami w ofensywie. Po jednej z nich, Cesc Fabregas był faulowany w polu karnym, a sędzia Pablo Pozo z Chile wskazał na rzut karny. Do piłki podszedł David Villa, lecz jego strzał świetnie obronił bramkarz Bafana Bafana- Khune. Równie dobrze zachował się przy dobitce Fabregasa, lecz chwilę później musiał skapitulować. David Villa zemścił się za zmarnowany rzut karny i to w jakim stylu! Świetne przyjęcie piłki, genialne uderzenie...Po takich zagraniach poznaje się klasę zawodnika. Później, zawodnicy RPA bez wiary atakowali, a Hiszpanie dochodzili do groźnych sytuacji strzeleckich. W wyrachowany sposób podwyższyli na 2:0, kiedy świetnie rozegrali rzut rożny. Xavi wycofał piłkę na skraj pola karnego, skąd próbę strzału oddał Fabregas. Piłka odbiła sie od nogi zawodnika Arsenalu i trafił do Fernando Llorente, który sprytnym strzałem pokonał Khune. To zwycięstwo dało Hiszpanom pierwszą pozycję w grupie, a przegrana dała gospodarzom przyszłorocznego mundialu awans do półfinału, gdyż korzystny dla nich rezultat padł na stadionie w Johannesburgu.
MVP:

Skrót spotkania:
Irak 0-0 Nowa Zelandia
Powiedzmy sobie szczerze, nie było to wybitne widowisko. Irakijczycy próbowali, ale widać było, iż ranga tego turnieju przekracza znacznie ich możliwości. Jedyne dobre okazje, które sobie stworzyli, świetnie obronił golkiper Nowozelandczyków, Glen Moss. Irakijczykom do awansu brakowało zwycięstwa różnicą 2 bramek. Nie byli tego w stanie uczynić z bardzo przeciętnie grającym mistrzem Oceanii i tym samym nie weszli do półfinału.
MVP:

Skrót spotkania:
Brazylia 3-0 Włochy
Ostateczne rozstrzygnięcia w grupie B można streścić jednym słowem: galimatias. Po pierwszej połowie w półfinałach byli Włosi, gdyż ich konkurent do drugiej lokaty, Egipt, przegrywał z ekipą USA 0:1 po bramce Charliego Davisa( i błędach niezawodnego dotąd El Hadarego). Niestety, sytuacja Squadry Azzura nie wyglądała różowo. W 7 minut stracili 3 bramki i przegrywali 0:3 ze zdobywcą Copa America, ekipą Brazylii. Brazylijczycy po niemrawym początku w spotkaniu z Egiptem, kontynuowali styl z potyczki przeciwko USA. Już w pierwszych minutach spotkania powinni byli objąć prowadzenie, lecz piłka po strzale Ramiresa odbiła się od poprzeczki. Włosi radzili sobie w defensywie, ale w ofensywie w niczym nie dorównywali Brazylijczykom. Ci parli niestrudzenie na bramkę Gigiego Buffona. W końcu przyniosło to efekty, po strzale Maicona do piłki dopadł Luis Fabiano i płaskim strzałem w lewy róg pokonał bramkarza Starej Damy. Po chwili było już 2-0, kiedy ten sam zawodnik sprytną podcinką wykończył akcję Kaki i Robinho. 2 minuty później, Andrea Dossena przeciął podanie Robinho do Ramiresa( w spotkaniu z USA to Ramires wyłożył piłkę Robinho) i strzelił bramkę samobójczą. W drugiej połowie, mistrzowie świata nie zrobili nic, by odmienić losy spotkania. Po końcowym gwizdku, udali się prosto do szatni, nie czekając na informację o rezultacie z meczu USA-Egipt. Widać było, iż pobyt w RPA, który miał być dla nich snem stał się szybko koszmarem. Jeden Fabio Cannavaro mógł schodzić z boiska z podniesioną głową. On, nowy lider pod względem występów w kadrze(pobił rekord Maldiniego) skrupulatnie wywiązywał się z powierzonych mu obowiązków i pokazał, iż będzie sporym wzmocnieniem Juventusu w nadchodzącym sezonie. A Brazylia już ostrzy sobie zęby na finał wszechczasów, 28 czerwca w Johannesburgu...
MVP:

Skrót spotkania:
USA 3-0 Egipt
Jak dla mnie, największa sensacja tych mistrzostw. Ekipa ze Stanów Zjednoczonych, która w pierwszych dwóch spotkaniach przegrała dwukrotnie i na 6 straconych bramek, zdobyła tylko 1, na dodatek z rzutu karnego, wychodzi z grupy i zmierzy się w półfinale z Hiszpanami. A pomyśleć, że reprezentacja Egiptu była tak blisko celu. Przy tak korzystnym rezultacie w spotkaniu Brazylii z Włochami, Faraonom wystarczał remis, by awansować dalej. Stanowiłoby to znakomite zwieńczenie ich świetnej postawy w tym turnieju. Niestety, zgubiła ich zbytnia pewność siebie i przesadna wiara we własne możliwości. Stany Zjednoczone poległy przecież w starciu z potęgami futbolu,a Egipt ma dopiero szansę taką się stać. Mistrzowie Afryki wyraźnie zlekceważyli zdobywców Golden Cup i zapłacili za to wysoką cenę. A Amerykanie, którzy przed meczem chcieli tylko zmazać plamę za nieudany turniej, niespodziewanie osiągnęli bardzo dobry rezultat, jakim jest niewątpliwie wyjście z grupy. Po bramkach Charliego Davisa, syna trenera kadry USA, Michaela Bradleya oraz pięknej bramce Clinta Dempseya, Amerykanie pokonali Egipcjan 3:0 i dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu to oni zagrają z Hiszpanami. Zadecydowała jedna bramka, być może ta zdobyta z rzutu karnego przez Landona Donovana. A Egipt po straconej bramce, wyraźnie osłabł i nie dowierzał w to, co działo się na boisku. Amerykanie kontrolowali grę, uniknęli czerwonej kartki w trzecim kolejnym meczu i groźnie atakowali Egipcjan. Bohater sprzed kilku dni, El Hadary, chciałby najpewniej zapomnieć o tym spotkaniu. Beznadziejnie zachował się przy pierwszej bramce i jednocześnie utrudnił zadanie swoim kolegom. Szczupli i smukli Egipcjanie wyglądali jak dzieci przy umięśnionych i dobrze zbudowanych Amerykanach. Wszystkie ataki skutecznie rozbijał duet Spector-Onyewu, na dodatek ten pierwszy popisał się fenomenalną asystą przy bramce Dempseya.
MVP:

Skrót spotkania:
Teraz Hiszpanie zagrają z wielką niewiadomą. Czy będzie to USA z meczu z Brazylią i Włochami, czy też z potyczki z Egiptem. Jak powiedział przed meczem z Egiptem, kapitan reprezentacji Stanów Zjednoczonych Landon Donovan:
"Piłka nożna to śmieszna rzecz. Wszystko może się wydarzyć."
Patrząc na ostateczne rozstrzygnięcia w grupie B należy mu przyznać rację i z niecierpliwością wyczekiwać półfinałowych starć.

Ahmed Said, zawodnik Haras El Hedood pokazał dzisiaj jak powinien grać nowoczesny obrońca. Kaka nie mógł przez niego przejść, wszystkie piłki albo przechwytywał albo w ostatniej chwili wybijał spod nóg zawodnikom Seleção. Mimo to nie zapobiegł porażce swojej drużyny, bo w ostatniej akcji meczu, Lucio uderzył na bramkę świetnie dysponowanego dzisiejszego dnia El Hadariego, a w akcie rozpaczy Al Muhamadi ramieniem wybił piłkę zmierzającą do bramki. Sędzia Howard Webb w 90 minucie podyktował rzut karny, a 